Anegdoty związane z wykładowcami na uczelniach

Na dobry początek historyjka z przed kilku(nastu) lat z udziałem dr Janusza Sz. vel Szefa.  Zajęciach terenowych z alveo Przenajświętszej Kartografii dr. Janusz Sz. przyprowadził grupę niewinnych studentów nad rzekę i wskazując na miejsce jej rozwidlenia pyta balustrady ze stali biednej i przestraszonej studentki:-Co to ?Dziewczę ze strachem w głosie odpowiada:...rzeka...-Co rzeka ?- ... rozwidla się...-Rozwidla to się kabel na ścianie....Ponoć przez dobre 10 minut dr. Sz. usilnie próbował się dowiedzieć Co to? I nie dowiedział się Gry hazardowe na pieniądze . Dorzućmy jeszcze: Jak państwo jeździli na wołach to państwo wiedzą że to są zwierzęta mało zwrotne powiedziane przez innego profesora. Są to bardzo ciekawe i śmieszne anegdoty, które pamięta się latami. Inny tekst profesora od biologii: Koza to jest takie zwierzę, które nie tylko korzysta z trawy, ale także obgryza korę drzew. Albo: Las powinien być tam, gdzie powinien być.Starosta samowolnie zmienił godzinę egzaminu - tak powiedział inny wykładowca na pewnym wydziale na uczelni w Krakowie.